Słońce woda piasek.

Słońce woda piasek. post thumbnail image

Słońce woda piasek. Urlop nie na budowie.

Lato daaawno za nami, było super i nikt nie narzeka na urlop. Przed nami majowy weekend i to dość długi. Jednak powiem szczerze, że na własne oczy widziałem, jaką udręką może być dla niektórych Polaków wypoczynek. Czy Polacy potrafią odpoczywać? A może najlepiej wychodzi nam narzekanie?

30 stopni w cieniu latem robi się standardem w naszym kraju. Na krajową aurę co roku wszyscy narzekali. Leje, zimno, ciemno, niefajnie. Lato w 2014 było zaprzeczeniem kilku poprzednich sezonów urlopowych. Piękna pogoda praktycznie w całej Polsce. Rodzimi hotelarze, właściciele pensjonatów zacierali ręce i już liczyli wirtualne zyski. Dlaczego wirtualne? Bo niestety okazało się, że o rodzimego turystę trzeba w dzisiejszych czasach powalczyć przede wszystkim ceną. Jakość obsługi to osobna sprawa. Jeśli chodzi o ceny to okazuje się, że krajowy wczasowicz, szczególnie ten, który już posmakował zagranicznych wojaży, jest wybredny. Byle czym już mu się już nie zaimponuje. Więc albo damy naprawdę dobrą cenę temu turyście, albo nie zarobimy nic. Tegoroczne oferty na gruponach czy innych travellistach mocno walczyły o klienta. Wyjazdy były do 40 proc. tańsze. To dość sporo ale co robić, takie czasy. Nie jeden ze turysta przyznał, że gdyby nie cena i prognoza pogody, w życiu nie siedziałby na mazurskim pomoście i nie uczyłby się z synem łowić ryb.

Clusive czy nie clusive

Sam troszkę poszperałem w tym roku, szukając jakiegoś rozsądnego miejsca, żeby spędzić kilka dni wolnych o nauki. No i szczerze powiem, że ofert jest od groma, ale jakieś takie bez szału, bym powiedział. Może faktycznie człowiek się już przyzwyczaił, że oferta wakacyjna, żeby przyciągnęła, musi mieć minimum cztery gwiazdki, do tego sporo zdjęć hotelu. Ten z kolei powinien posiadać przynajmniej kilka basenów, dostęp do morza, plażę i jeszcze wiele innych rzeczy o których sobie zamarzymy. Wszystko oczywiście w cenie. Do tego wyżywienie w opcji all inclusive.

Tymczasem w rodzimych kurortach na takie ekstrasy nie ma co liczyć. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że nasze morze z temperaturą wody powyżej 25 stopni to pomyłka. Jednak na trochę wygód miałem ochotę. Ale nie wszystko jest dostępne. Jak już mamy gdzie spać, to gorzej z jedzeniem. Większość ofert to śniadanie i maksymalnie obiadokolacja. OK, mówi się trudno i obiad je się na mieście. Piwo w barze hotelowym to też parę złotych. Jeden plus był taki, że łączność ze światem była zapewniona. Telewizor w pokoju jest, no i wifi w większości hoteli, jakie rozważałem. Ostatecznie ten, który wybrałem, miał większość z wyżej wymienionych wygód, także mogłem mieć rękę na pulsie tego, co się w tzw. wielkim świecie dzieje. Pojechałem. Cóż, tegoroczne Mazury nie były złe, jednak najlepsze też nie. Ciupagi z napisem Mazury nie kupiłem, a były wszędzie. Wierzcie mi lub nie. Jak się tak wszystko pododaje, to wychodzi, że oszczędniej byłoby jednak zapłacić kilkaset złotych więcej i……pojechać w świat. Czy na turystyce w ogóle da się zarobić? Czy to jest opłacalny biznes?

Koszty czasem drożej to taniej.

All inclusive.

Policzyłem, pododawałem i wyszło, że w zależności od opcji zagranica kosztuje tyle co Polska, a czasami nawet taniej. Ciekawe, jak i komu to się opłaca. Przelot tygodniowy, pobyt w hotelu z wyżywieniem i piciem. U nas obiad jest usługą ekstra i kosztuje ekstra. Może czas najwyższy, żeby stał się ofertą standard. Nie wiem, ale skoro są oferty wyjazdów na przykład do Turcji już za 1200 czy 1300 zł… Co innego taka Grecja. Tam kryzys, więc znalezienie rozsądnego wyjazdu poniżej 2500 zł za osobę graniczyło z cudem.

No cóż, kryzys tani nie jest. U nas kryzysu nie ma, ale tanio też nie jest. Może właśnie dlatego rodzimi współwczasowicze jakoś nie wyglądali na szczęśliwych. Chociaż powiem szczerze, że nie do końca to rozumiem. Jak już gdzieś się wyjeżdża, to raczej żeby odpocząć, zrelaksować się i ogólnie odżyć. Zapłaciłem i już, chcę odpoczywać. Ale to chyba mój naiwny pomysł. Odpoczynek w polskim wydaniu jakiś taki męczący mi się wydawał. Jedni, gdyby mogli, to żyliby według przewodnika. Jak w ciągu każdego dnia czegoś nie zobaczą, to wyjazd niezaliczony. Nieważne, że można tu wrócić za rok. Ich przeciwieństwo to wczasowicze typu „nic nie jest fajne”. Taki typ, co jak go nawet atrakcja turystyczna kopnie w zadek, to jej nie zauważy, albo się na nią obrazi. Tylko po co? Może tak więcej luzu. Tak czy siak pierwsze od wielu lat wakacje w Polsce spędziłem i nie żałuję. Gdzie wypadną następne? Nie wiem, ale będą na pewno skrupulatnie policzone.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *